poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział III

Gdy zamknęłam oczy, to tak jakby odpłynęłam z tego świata. Ból, panika i strach mnie opuściły. Myślę, że umarłam. Nie miałam innego wyjaśnienia. Zabrzmi to trochę dziwnie, ale przez chwilę nawet czułam się zrelaksowana i bezpieczna... tak, na pewno umarłam. Nie dochodziły do mnie głosy, obrazy i zapachy z realnego życia. Byłam w niemej pustce. Moje życie stanęło. Wydawałoby się, że miałam godziny na rozmyślenia o moim położeniu. Niestety- nie było tak. Wciąż żyłam. Powoli otwierałam oczy, widząc idącego w moją stronę, z początku rozmazanego mężczyznę o groźnej minie. Słyszałam tylko swój nerwowy oddech i jego śmiech. W oddali był Alexander i Dominic.
  Te "super przygody" zapewniły mi osoby, które znałam zaledwie dzień. Ja to mam szczęście... Mężczyzna, który nas złapał i tutaj przywlókł znów podszedł w moją stronę i rozciął mi kawałek dłoni. Tym razem zamiast nalać ją do kubka, przyłożył swoje usta do rany i powoli sączył z niej moją krew. To było dość dziwne uczucie... pewnie gdyby był delikatniejszy to byłoby to nawet przyjemne. Ale w tym przypadku było to bardzo bolesne.

Zoey- aaaaaa! -wyrwało mi się instynktownie. 

 

Mężczyzna - nie krzycz... to zaledwie początek *uśmiechnął się do mnie szyderczo* 


Nasz jak dotąd pewny siebie porywacz w ułamku sekundy osunął się na ziemię. Dopóki nie zauważyłam Alexa tuż za nim, nie wiedziałam o co chodzi. Alexander trzymał w dłoni jego serce. Jak je zobaczyłam to myślałam, że moje zaraz wyskoczy. ON GO ZABIŁ! Jak on tak mógł! Rozumiem, że trzeba się jakoś bronić, ale to już była przesada. 


Alexander *do martwego ciała*- no twój, to chyba koniec 


Zoey- żądam natychmiastowego wyjaśnienia! - krzyknęłam oburzona

 

Alexander *mówiąc jakoś dziwnie i parząc się prosto w moje oczy*- będziesz siedzieć cicho. uciekniemy stąd, a później zapomnisz, że takie coś miało miejsce.

 

Zoey- zupełnie nie rozumiem co to miało znaczyć, ale nie będę siedzieć cicho. A już w ogóle nie pójdę nigdzie z tobą! ...morderco... -to ostatnie wypowiedziałam sobie pod nosem

 

Alexander *zmieszany*- no tak... emm... O! Dominic! -celowo zmienił temat -właśnie! trzeba go uwolnić z tego cholerstwa -powiedział, po czym zabrał się do roboty

 

Zoey- właściwie... to jak ty się wydostałeś?

 

Aleksander- poprosiłem o pomoc spidermana

 

Ewidentnie ukrywał coś przede mną. Tylko co? Stwierdziłam, że nie będę go teraz pytać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie. Całą "akcję-ucieczka" przemilczeliśmy. Eliot i Dominic ledwo szli na własnych nogach więc wzięliśmy ich pod ramię. Gdy znaleźliśmy wyjście z tego labiryntu pomieszczeń i już prawie wyszliśmy- coś nas zatrzymało. To były jakieś ludzkie głosy.

  Eliot- ok. dam radę już iść. możesz mnie puścić. Pójdziesz zobaczyć z Alexem czy nikogo nie ma w tamtym korytarzu?

 

Popatrzyliśmy po sobie z Alexandrem i z niechętnymi minami zrobiliśmy co powiedział. W korytarzu było pełno gruzu. Nasze kroki odbijało głośne echo. Wydawałoby się, że nikogo tam nie ma. Jednak jedne z drzwi po bokach ścian były uchylone, a ze środka dochodziły dźwięki. Mój towarzysz poszedł sprawdzić co się tam dzieje. Przyznam- ja nie miałam odwagi iść tam z nim. 

Alexander- hmmm... a kogo my tutaj mamy? mogłem się domyślić, że zastanę tutaj ciebie zdrajco. 

 

? (Kobiecy głos)- ty żałosna pijawko, naprawdę myślałeś, że cię lubię? Hahaha ale jesteś naiwny


Alexander- nie jestem w nastroju

 

Usłyszałam kobiecy krzyk. I pech chciał, że akurat wtedy drzwi się uchyliły. Zobaczyłam tam kolejną zbrodnię w wykonaniu Alexandra. Dziewczyna była piękna. Miała nieskazitelną cerę, ciemne, gęste włosy i idealną figurę. Zabójca oderwał jej głowę w sposób bardzo brutalny. Jak on to zrobił? Przecież człowiek na ma tyle siły żeby oderwać komuś głowę? To było o wiele za dużo jak na dziś.

Wybiegłam stamtąd ile sił w nogach. Z oczu poleciały mi łzy, a w głowie kłębiło się multum myśli. Biegłam prawie że na oślep. Nie wiedziałam dokąd zmierzam, ale liczyłam na to, że w stronę wyjścia. Nie wiadomo skąd przede mną pojawił się Alexander, który był daleko za mną... jak on to zrobił? 

Alexaner- chodź i nie marudź. Jak wrócimy do domu to wszystko Ci wyjaśnimy... *pod nosem* a potem upuścimy z ciebie krew i sprawimy, że zapomnisz o całej tej sytuacji. 

 

Zoey- co?! Nigdzie z tobą nie idę

 

Odwróciłam się z zamiarem ucieczki w, lecz z drugiej strony stali Dominic z Eliotem. Ci też trzymają ze spidermanem? Ehh... 

Eliot- a ze mną pójdziesz?

 

Przez jego minę zbitego psa musiałam się zgodzić. Eliot załatwił z Alexandrem i Dominicem, że my będziemy szli za nimi daleko od siebie. Korytarze były wąskie i kręte. Droga się dłużyła, a ja w całym tym czasie rozmyślałam nad sensem tego co dziś widziałam. Najpierw wymieniłam sobie w głowie wszystkie dziwne rzeczy. Później myślałam czy to jest normalne i doszłam do tego, że mam do czynienia z czymś nadnaturalnym. Ale z czym? Czy mogłam zaufać Eliotowi? Moje rozmyślenia przerwał blask księżyca, który przez chwilę mnie oślepił. Nareszcie. Wyszliśmy z tego miejsca.

 

Eliot- dobra. To Wy *zwrócił się do Alexa i Dominica* już idźcie, a ja odprowadzę Zoey.

 

Zoey- chcę wracać sama- powiedziałam naburmuszona


Eliot- a czy stąd trafisz do domu?

 

W sumie to kompletnie nie wiedziałam gdzie jesteśmy, a mój telefon nie łapał zasięgu. Jednak wciąż uparta musiałam udać zdecydowaną. 

 

Zoey- trafię

 

Eliot- ok - powiedział po czym zawrócił na pięcie i ruszył w głąb lasu

 

Poczekałam, aż odejdzie na dość dużą odległość. Nie wiedziałam w którą stronę iść. mam iść za nim? Przecież wyszłabym wtedy na przegraną. Co ja teraz zrobię? Zdenerwowana pobiegłam w jego stronę. Na szczęście nie odszedł daleko

Zoey- poczekaj - wykrzyczałam zasapana - chyba jednak muszę iść z tobą

 

Eliot- tak myślałem - uśmiechnął się

 

Zoey- ale musisz mi odpowiedzieć na parę pytań

 

Eliot- to znaczy...?

 

Zoey- masz odpowiedzieć na wszystko szczerze. dlaczego nas porwano? 

 

Wiem, że byłam trochę nachalna, ale po dzisiejszym dniu miałam do tego całkowite prawo

Eliot- mieliśmy niedokończone sprawy

 

Nic z tego nie rozumiałam, ale kontynuowałam "wywiad".

 

Zoey- po co porwali też mnie? Skąd wiedzieli, że jestem u ciebie?

 

Eliot- nie wiedzieli. Porwali Cię bo stwierdzili, że będziesz naszą kartą przetargową



Ja kartą przetargową!? "nie daj się ponieść emocjom, nie daj się ponieść emocjom, nie daj się ponieść emocjom, nosz nie wytrzymam! nie daj się..."

 

Zoey- o jaki korzeń im chodziło?

 

Eliot- tak naprawdę, chodziło im o inny przedmiot. My nazywamy go korzeniem, ale on nie ma nic wspólnego z roślinnością.

 

Zoey- czyli o jaki?

 

Eliot- chodziło... o taki rodzaj broni

 

Zoey- ha! Już wiem! Należycie do mafii czy czegoś takiego?


W mojej głowie zabrzmiało to lepiej...

Eliot- nie - zaśmiał się

 

On coś przede mną ukrywał. Musiałam zdobyć najważniejszą odpowiedź- jego tajemnicę

 

Zoey- dlaczego Alexander zabił naszego porywacza?

 

Eliot- on ratował twoje życie!

 

Zoey- a ta dziewczyna? Też mnie ratował? *sarkazm*

 

Eliot- ta dziewczyna to była prawdziwa żmija. To przez nią nas porwali

 

 

Zoey- ale czemu od razu ją zabił?!

 

Eliot- Alexander ma słabe nerwy...

 

Zoey- ehh.. widać. jak mnie tak szybko dogoniliście w tym korytarzu?

 

Eliot- to było blisko 

 

Zoey- tak. Jasne. A ta prawdziwa wersja?

 

Eliot- powiedzmy... że Alexander i Dominic nie są zwykłymi szarymi ludźmi.

 

  Z jednej strony ciekawiło mnie to coraz bardziej i musiałam dalej grać niewzruszoną. Ale z drugiej nie wiem czy chciałam znać odpowiedzi, bo wchodziliśmy w coraz mroczniejsze rzeczy.

Zoey- czym są Alexander i Dominic?

 

Po dłuższym namyśle dostałam długo oczekiwaną odpowiedź.

 

Eliot- wampirami

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

PRZEPRASZAM, ŻE MUSIELIŚCIE TAK DŁUGO CZEKAĆ (JEŚLI W OGÓLE KTOŚ TO CZYTA) ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA :)

 

2 komentarze:

  1. Ja czytam!
    :D
    Podoba.mi.się rozdział

    No w końcu Zo się dowiedziała o co cho tak mniej wiecej.
    i Alexander "*orgasm*" :D
    Czekam na.next!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, tylko mniej dialogów, a więcej opisów ;)

    OdpowiedzUsuń