Powoli zbliżała się 19. denerwowałam się, chociaż nie wiem czym. Chciałam wypaść jak najlepiej. Włożyłam nowe spodnie, ulubioną koszulę, uczesałam się w koka i założyłam kolczyki pod kolor szminki. Brakowało już tylko jednej rzeczy- szpilek. Gdy byłam całkowicie gotowa, wyszłam z hotelu, w którym gościłam na 3 dni. Bardzo bałam się o stan zdrowia tego kruchego blondyna... nie sądzę żeby był dziś w pełni sił. Muszę się go dopytać dlaczego tak szybko "zgodzili się" go wypuścić. To wszystko dzieje się tak szybko...
Całą drogę układałam sobie w głowie dialogi, które i tak się nie odbędą. Tak właściwie, to nie wiem gdzie jechałam. Adres na kartce był mi obcy. Domyślałam się, że jest to jego dom, bo droga wiodła poprzez lasy, pola i działki z domami. "Jesteś u celu" powiedziała mi nawigacja, pozostawiając mnie pod domem z bujnym ogrodem i jakimś budynkiem z tyłu. Niepewnie wyszłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Nim zadzwoniłam zdążyłam się zawahać chyba ze 100 razy. Eliot otworzył mi drzwi z rumianym uśmiechem na twarzy. Ja od razu też się zaczerwieniłam... ale już nie tak słodko jak on.
Eliot- hej -powiedział mając pełnię sił i wyglądając na super zdrowego. O co tu chodziło?
Weszłam do środka i przed moimi oczyma pojawił się piękny salon z zielono-brązowymi ścianami. Po zapachu od razu wyczułam kuchnię.
Zoey- masz ładny dom - powiedziałam, bo nie miałam innego pomysłu jak przerwać tą krępującą ciszę.
Eliot- dziękuję. Właściwie... to jak masz na imię? Bo przez tę sprawę ze szpitalem nie zdążyłem się spytać.
Zoey- rzeczywiście. Jestem Zoey. O tobie słyszałam, że jesteś Eliot.
Eliot- nie. wszyscy tak do mnie mówią i niech tak zostanie.
Zoey- jak sobie życzysz *uśmiech* czemu akurat w takiej wiosce mieszkasz?
Eliot- moją pasją są konie. Tutaj mogę je mieć przy sobie.
Zoey- Też kiedyś jeździłam... ciekawe ile pamiętam - pomyślałam sobie, że może do tego wrócę.
To była świetna pasja. no przecież! Ten budynek z tyłu to stajnia. Że też nie pomyślałam
Eliot- może chcesz się przekonać? Możemy iść i sprawdzić twoje umiejętności.
Właściwie to bardzo spodobał mi się ten pomysł. Eliot obiecał, że da mi najspokojniejszego konia jakiego ma. Tym koniem okazał się spokojny profesor- Hejnał. Namówiłam go, żeby też wsiadł.
Gdy nasze konie były już osiodłane, wsiedliśmy i jechaliśmy stępem. Przy kłusie na początku miałam problemy, ale później stopniowo sobie przypominałam. Zagalopowanie mi kompletnie nie wychodziło, ale Eliot na Kindze pędził, aż się kurzyło.
Eliot- hej, rozchmurz się - próbował mnie pocieszyć - każdy kiedyś zaczynał
Zoey- wiem, wiem...
Zsiadłam i zaprowadziłam konia do stajni, żeby popatrzeć na Eliota jeżdżącego na Kindze. To jest chłopak dla mnie- pomyślałam. Miły. Gościnny. Z pasją. Inteligentny. Coś czułam, że chyba mi się podobał... no i te motylki w brzuchu na jego widok.
Jak wróciliśmy, El oprowadził mnie po domu. Byłam w każdym pomieszczeniu poza "schowkiem ma miotły". Czułam, że kryje się za tym jakiś sekret, bo od razu próbował zmieniać temat. Później podał kolację. Przy jedzeniu rozmawialiśmy o naszym niecodziennym spotkaniu. Jak podczas rozmowy wspomniałam mu że jestem w tym mieście tylko do jutra, okropnie posmutniał. Opowiedziałam mu moją sytuację rodzinną i zdawało się, że mnie rozumiał.
Eliot- a może zostaniesz tutaj na dłużej? Moi znajomi załatwią Ci jakiś dom...
Uratował mnie dzwoniący telefon. Zapewne nie wiedziałabym co odpowiedzieć i powiedziałabym jakąś bzdurę. Ale ta rozmowa chyba nie była normalna. Z tego co słyszałam brzmiało to tak:
Co?... wolniej... czemu?... przecież nie zdążymy... kto?... a co z wami?... to przyjedźcie jak najszybciej... ok, poradzimy sobie...
Ta rozmowa była dziwna.
Eliot- kurczę... -powiedział zakłopotany - musisz coś wiedzieć... bo ja... -mówił to nerwowo szukając czegoś w domu- nie. Inaczej. Wiem, że ciężko Ci będzie to zrozumieć ale... -usłyszałam huk.
Zamarliśmy
Eliot- schowaj się! -wykrzyczał.
Na jego rozkaz weszłam do rzekomego schowka na miotły. Chcąc ukryć się jak najlepiej przykleiłam się tylnej ściany. Odsunęłam miotły i jak już miałam wejść między nie, wstrząsnęło mną. Cała ściana była w sejfach i skrytkach. Był otwarty jeden sejf i 2 skrytki za ścianą. W sejfie było pełno buteleczek z płynem, wyglądającym na krew. Chociaż miałam szczerą nadzieję, że to sok wiśniowy lub wino. Skrytki były pełne drewnianych kul i jakichś ziół, które wcześniej widziałam u Ann. Moje zdziwienie, którego po części się spodziewałam przerwał krzyk chłopaka. Nie miałam wyboru. I tak wybrałam słabą kryjówkę. Wyszłam, żeby mu pomóc i zobaczyć co się dzieje. No pięknie. I znów mną wstrząsnęło. Zobaczyłam 6 uzbrojonych mężczyzn.
Mężczyzna 1- tam jest dziewczyna! Łapcie ją!
Przyznam szczerze że nie mieli ze mną dużego problemu. Byłam powolna i mało zwinna. Dostałam czymś w głowę i upadłam. Całą resztę widziałam jak przez mgłę, a dźwięki były głuche. Otoczył mnie zapach krwi w pomieszczeniu. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przed oczyma nie wiadomo skąd pojawił mi się Alexander, próbujący mnie stamtąd wyciągnąć. Był tam też Dominic, który rzucił się na mężczyzn, ale po dłuższej chwili został postrzelony w nogi. Nie pamiętam dokładnie tego co tam się działo, ale wtedy Alexander chyba też upadł razem ze mną. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było to, że wstrzyknięto im jakieś świństwo. Jak tylko to przeżyję to zabiję wszystkich. Szczególnie Eliota.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zaczęłam odzyskiwać przytomność. Leżałam na jakimś stole. Moje ręce i nogi były przywiązane tak, że zwisały luźno. Nadgarstki mnie piekły jak nigdy dotąd. Obok mnie leżał Eliot, tak samo przywiązany. On jeszcze się nie ocknął. Znajdowaliśmy się w jakiejś starej piwnicy. Ściany były stare i ceglane. W pomieszczeniu było bardzo zimno. Nagle poczułam ból. Jak spojrzałam na przyczynę zobaczyłam nóż rozcinający moje dłonie. Ktoś nalewał mojej krwi do kubka. Odwróciłam wzrok mając nadzieje, że to coś pomoże. Niestety. Nie pomogło.
Zobaczyłam za to Alexa i Dominica przywiązanych do filarów. Alexander jeszcze był nieprzytomny. Chyba jednak cieszyłam się, że leżę tu na stole, a nie mam tego co oni. Ich ciała były porozcinane i poparzone.
mężczyzna 1- o patrzcie! Śpiąca królewna wstała! No to czas się zabawić.
Mężczyzna 2- nie tak szybko. Może nam coś powiedzą.
Mężczyzna 1- ok. Spróbujmy. *zwraca się do Dominica* gdzie jest korzeń? -nie przesłyszałam się? Szukali korzenia? Po co im korzeń? Gubiłam się w tym. Mimo warunków w jakich się znajdowałam mój umysł rzucił mi hasło "szaleni ekolodzy"
Dominic- nic Ci nie powiem!
Mężczyzna 2- szkoda. Taka ładna dziewczyna, a musi płacić za waszą upartość...
Zaczął się do mnie zbliżać z dziwnym narzędziem w ręku. Zacisnęłam oczy.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz