wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział IV

* ELIOT*


Zoey- Czym są Alexander i Dommic?


Wiedział, że kiedyś ta chwila nadejdzie. Czy ma powiedzieć prawdę dziewczynie, którą zna niecałe dwa dni? Przecież to nawet nie jest jego tajemnica. Chłopaki go zabiją. Nie umiał kryć tego przed nią. Działała na niego jak magnes. Chyba pomimo wszystkiego odpowie jej szczerze...

Eliot- wampirami -powiedział to o wiele pewniej niż się czuł


W jego ciele wszytko szalało. Niepokój się szerzył i przechodził w chęć ucieczki i zapadnięcia się pod ziemię. Jednak po chwili stawał się w głuchą rozpaczą. Serce biło mu jak oszalałe wyczekując na odpowiedź. Bał się że Zoey zaraz ucieknie stąd z krzykiem. Jednak nie usłyszał krzyku. Wiedział, że dziewczyna wciąż idzie obok niego. Spojrzał na nią kątem oka. Nie widział po niej strachu, lecz zaskoczenie. Wyraźnie rozmyślała sobie coś w głowie.

Eliot- wszystko ok? -zapytał zatroskany


Gdy zadał to pytanie to tak jakby wyrwał ją z transu.Po chwili jednak usłyszał ostrożnie dobierane słowa.

Zoey- co? A. oh, przepraszam. Raczej nie. Już kiedyś słyszałam o wampirach. Podejrzewałam moją najlepszą przyjaciółkę o zadawanie się z nimi. Zanim zdążyłam się jej o to spytać, ona już była martwa. Nie chcę przerabiać tego na własnej skórze. Jak doprowadzisz mnie do mojego hotelu, to wyjadę.

 

Coś w nim pękło. Miał wątpliwości czy dobrze postąpił mówiąc jej to. 
trzynaście, piętnaście, szesnaście...
Zawsze gdy się denerwował, liczył w myślach. To go uspokajało. Starał się myśleć o innych problemach, w nadziei, że odciągną go od tego całego zamieszania z Zoey. Wiedział, że nie może jej stracić. Za wszelką cenę będzie pragnął ją odzyskać. Całą drogę szli w milczeniu, więc mieli czas na przestudiowanie tego po kilka razy. 
sto czterdzieści dwa, sto czterdzieści trzy, sto czterdzieści cztery...

Eliot- gdzieś tu powinien być mój samochód. Alex powiedział, że i tu go zaparkuje.

 

Cisza. Żadnej odpowiedzi. To powoli stawało się denerwujące. Wpatrywał się w dziewczynę idącą obok niego i zastanawiał się, jakim cudem ktoś taki jak ona jest aż tak samotny. Była zdecydowana, inteligentna, odważna... O! Jest samochód. Biały ford mondeo stał zaparkowany na leśnej ścieżce. 

Eliot- Gdzie jest twój hotel? 

 

Podała mu adres, który po chwili wbił do GPS. 

Eliot i Zoey- słuchaj...

 

Eliot *uśmiechnął się*- ty pierwsza

 

Zoey- niby nie chcę skończyć jak Ann... ale też nie chcę mieć zwykłego nudnego życia. Od zawsze wierzyłam w magię. Jako dziecko bawiłam się w czarownicę i za każdym razem działo się coś nierealnego. Wiem, że brzmię teraz dla Ciebie jak wariatka, ale nie chcę stwarzać pozorów normalności. Chyba jednak zostanę w tym mieście na dłużej.

 


Ich rozmowa weszła na inny tor i po paru minutach swobodnie ze sobą rozmawiali i się śmiali. Niestety hotel Zoey był blisko i szybko zajechali na miejsce. To było kilka najlepszych minut w życiu Eliota. Zatrzymali się pod dużym niebieskim budynkiem i dokończali rozmowę. Zoey już zbierała się do wyjścia.

Zoey- i wtedy zrozumiałam, że Ann jest najba...

 

Przerwał jej  niespodziewany pocałunek ze strony chłopaka. Był pełen szczęścia i  ulgi. 




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*ZOEY*

 

 Weszłam do pokoju. Wyglądał zwyczajnie. Gdy zamknęłam za sobą drzwi  przemyślałam sobie cały dzień. Wbrew pozorom nie był aż taki zły. Oparłam się o ścianę i zjechałam w dół zasłaniając twarz w dłoniach. Pomyślałam jeszcze raz o tym pocałunku. Tak. Na pewno tutaj zostanę. Chociażby dla Eliota. Rozpuściłam swoje długie włosy i poszłam zmyć z siebie krew. 


Położyłam się na łóżku i marzyłam żeby w końcu zasnąć.

-Zoey! O, tutaj jesteś! Wszędzie Cię szukałem!- 
Podbiegł  do mnie zadyszany Eliot. Po jego oddechu słychać było, że biegł.
-Co się stało El?-
Zapytałam zaciekawiona.
-Musimy uciekać! Szukają nas wampiry Sylviana.-
O czym on mówił? Jakie "nas"? Przecież oni pewnie nie mieli nawet pojęcia o moim istnieniu
-Jakiego Sylviana? O czym ty gadasz? Nigdzie nie idę-
Byłam coraz bardziej wkurzona. Nikt nie będzie mi rozkazywał.
-Proszę Zoey! Rusz się!-
Użycie "proszę" lekko zmieniło moje nastawienie, ale nadal nie wiedziałam o co chodzi.
-gdzie właściwie mielibyśmy uciec?-
Dopiero teraz się zorientowałam, że byliśmy w jakimś budynku na środku pustkowia. O ile dobrze kojarzę, to był zbudowany w stylu wiktoriańskim.
-Dominic coś wymyśli!-
"Yhymm... jaasne..." pomyślałam.
-nigdzie nie idę! ostatnim razem prawie przez niego umarłam!-
-ale nadal tu stoisz! żywa!-
To gadanie było bez sensu. Chciałam wiedzieć o co tutaj chodzi.
Usłyszałam huk. Ktoś przeszył serce Eliota na wylot drewnianym kołkiem. 
-Nie! Eliot! Odezwij się! Fakt, ja stoję żywa! Teraz twoja kolej! Proszę-
Szlochałam nad martwym ciałem. 
-Proszę, proszę... widzę, że twój chłopak oddał życie za twoją głupotę i nieufność. ale jesteś samolubna!-
Usłyszałam głos z francuskim akcentem. To chyba był ten cały Sylvian, chociaż nie miałam pewności.
-nie prawda! to ty go zabiłeś!-
Czułam jak się rozpadam. Wokół była krew i zwłoki niewinnych ludzi... chyba ludzi.

rzuciłam się na niego, lecz on odskoczył w bok. No tak, przecież to wampir.
-już po tobie mała [CENZURA]-
i skręcił mi kark...

Obudziłam się zdyszana i spocona.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA I OCENIANIA. TO MNIE BARDZO MOTYWUJE :)

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział :>
    czekam na next
    pocałunek awwwww
    *-*
    /A-ya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapraszam do mnie
      vampiresfallen.blogspot.com
      /A-ya :*

      Usuń
  2. Świetnie :D
    Czekam na kolejny rozdział. Właśnie, kiedy się doczekamy kolejnego rozdziału ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy kolejny??? Czekam na Zoey + Dominic *.*

    OdpowiedzUsuń